Aukcje
Wystawy
Obrazy galerii
Zaproponuj obiekt
KUP SPRZEDAJ Usługi
Inspiracje
O nas
Kontakt
pl
pl
en
pln
pln
eur
usd
chf
90.

Edward Dwurnik
(1943-2018)

Biurwy z cyklu Sportowcy, 1983

olej, płótno / 145 x 114 cm

sygn. p.d.: 1983 E. DWURNIK, na odwrociu sygn. i opisany: 1983 / E. DWURNIK / NR: XV - 154 -857 / >>BIURWY<<

Cena wywoławcza:
90 000 zł
Estymacja:
120 000 - 150 000 zł
90.

Edward Dwurnik
(1943-2018)

olej, płótno / 145 x 114 cm

sygn. p.d.: 1983 E. DWURNIK, na odwrociu sygn. i opisany: 1983 / E. DWURNIK / NR: XV - 154 -857 / >>BIURWY<<

Podatki i opłaty

  • Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna.
    Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 20%.
  • Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite" według progów zawartych w regulaminie aukcji. Do 50 tys. euro stawka opłaty wynosi 5%.

Polska, kolekcja prywatna.

Dwurnik P. [red.], Edward Dwurnik. Sportowcy, Wyd. Dr Osman Djajadisastra / Agra Art, Warszawa 2011, nr kat. 153, s. 279.

Cykl „Sportowcy” Edwarda Dwurnika ukazuje barwną plejadę postaci doby PRL-u: robotników, panie z warzywniaka, urzędników, pijaczków, sąsiadki, przechodniów i stałych bywalców szarej codzienności, w której każdy próbował jakoś przetrwać. Paradoksalnie nazwa serii nie pochodzi od sportu, lecz od popularnych wówczas papierosów „Sport” – tanich, powszechnych i mocno wpisanych w realia epoki. Dwurnik swoich bohaterów przedstawiał z groteską i brutalną szczerością, ale bez pogardy. Jego spojrzenie bywało złośliwe, ostre, czasem wręcz bezczelne, a jednocześnie podszyte czułością wobec świata, z którego wyrósł i który znał z bliska. Jak wspominał: „Malowałem ich życie codzienne – jak rano wstawali, jechali do pracy, po pracy stali pod budką z piwem, jak się nawalali, kombinowali, stali w kolejce po salceson, jedli salceson, zakochiwali się, randkowali, pchali wózki z dziećmi, chcieli kupić pralkę czy auto… Jeździłem przecież do akademii pociągiem, kolejką elektryczną z Otwocka do Warszawy. Ten cały ścisk, ludzka ciżba, natłok twarzy, ciał, bluzgów, przepitych oddechów, przepalonych głosów, te tramwaje, to wszystko było dla mnie niesamowitą pożywką twórczą” (cyt. za: M. Czyńska, Jego królestwo, „Tygodnik Powszechny”, 05.11.2018). W „Biurwach” z 1983 roku Dwurnik przenosi widza do biurowego wnętrza, gdzie wokół stołu skupiają się cztery kobiety. W tle piętrzą się szafki na dokumenty, lecz praca wyraźnie ustępuje miejsca rozmowie, przerwie na kawę i leniwemu przeciąganiu chwili. Jedna z postaci siedzi bokiem z papierosem w dłoni, druga, ukazana w całkowitym negliżu, poprawia makijaż przed rozstawionym lusterkiem, dwie kolejne dołączają do półprywatnej pogawędki, mimo trwających godzin urzędowania. Tytuł obrazu brutalnie dopowiada sens tej sceny. „Biurwy” to określenie dosadne, potoczne i celowo prowokacyjne – przywołuje figurę urzędniczki obojętnej, aroganckiej, zajętej wszystkim poza interesantem. Dwurnik wydobywa z tego wyobrażenia cały komiczny potencjał, zachowując właściwą sobie ostrość spojrzenia na absurdy codzienności. Obraz działa jak scenka z pamięci zbiorowej: trochę sekretariat, trochę dziekanat, trochę urząd, w którym człowiek od progu czuje, że przeszkadza. Artysta deformuje postacie, wzmacnia kolor, przerysowuje gesty i miny, tworząc kompozycję jednocześnie zabawną, ostrą i boleśnie rozpoznawalną. „Biurwy” są więc nie tylko satyrą na konkretny typ społeczny, ale też portretem systemu, który w codziennych relacjach produkował zmęczenie, bylejakość, małą władzę i małe upokorzenia. Dwurnik pokazuje PRL od kuchni – dosłownie i mentalnie – z jego papierosem, pogawędką, chaosem, zmarnowanym czasem i absurdalnym teatrem zwykłego dnia.

Łatwiej mi malować niż mówić. U mnie obraz jest formą wypowiedzi, malarstwo to mój sposób na życie i nie chodzi tylko o to, że to mój sposób zarabiania, nie – malując, komentuję rzeczywistość i wyrażam siebie. – Edward Dwurnik

(Czyńska M., Moje królestwo. Rozmowa z Edwardem Dwurnikiem, Wołowiec 2016, s. 11.)

Edward Dwurnik był wybitnym polski malarzem i grafikiem. W latach 1963-1970 studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, na Wydziale Malarstwa, Grafiki oraz Rzeźby. W 1965 roku rozpoczął swoją słynną serię widoków miast zatytułowaną „Podróże autostopem”. Później stworzył jeszcze kilka innych cykli, jak „Sportowcy” (1972-1978) ukazujący bohaterów zwykłej PRL-owskiej codzienności w komiksowo-karykaturalny sposób, upamiętniającą ofiary stalinizmu „Drogę na Wschód” (1989-1991) czy cykl „Od Grudnia do Czerwca” (1990-1994) poświęcony okresowi stanu wojennemu w Polsce. W jego twórczości znaleźć można także obrazy niezaangażowane, np. cykl mocno awangardowych morskich pejzaży pt. „Błękitne” (lata 90.) lub barwnych abstrakcji w technice action painting pt. „Dwudziesty piąty”. Inne serie to m.in. „Portret”(od lat 70.), „Robotnicy” (lata 80.), „Niech żyje wojna!” (1991-1993), „Niebieskie miasta”(od 1993), „Diagonalne” (od 1996) czy „Wyliczanka”(od 1996).

Dwurnik wymieniany jest jako jedyny polski artysta, któremu udało się odnieść międzynarodowy sukces przed transformacją (m.in. udział w „documenta 7” w Kassel w 1982 roku). Był też jedynym twórcą, który niezależnie od uznania w kręgach profesjonalnych, cieszył się popularnością we wszystkich środowiskach odbiorców sztuki. Niepokorny i prowokacyjny, zmienny i nieprzewidywalny, pełen diabelskiego poczucia humoru – budził skrajne reakcje i poruszenie, także wśród twórców najmłodszego pokolenia. Był również autorem projektów do monumentalnych kompozycji malarskich w przestrzeni publicznej oraz twórcą rysunków i gwaszy do filmów animowanych: „Warzywniak, 360 stopni” (2007) oraz „Oaza” (2009).

Zasadniczą rolę w ukształtowaniu jego postawy twórczej odegrała postać Nikifora, którego prace zobaczył latem 1965 roku na wystawie w Kielcach. Spotkanie ze sztuką krynickiego prymitywisty stało się bodźcem do rozpoczęcia jeszcze w tym samym roku największego i najdłużej trwającego cyklu „Podróże autostopem”. Obrazy te łączyły w sobie cechy dokumentu i malarstwa symbolicznego. Ukazując miasta widziane z lotu ptaka, artysta pragnął oddać ich atmosferę, a wplatając w tę barwną opowieść ironiczny dowcip ukazywał swój niepokorny i prowokacyjny charakter. Wiele lat później Dwurnik wspominał: „[Nikifor] był moim najważniejszym mistrzem, właściwie jedynym. (…) Do dzisiaj ilekroć wychodzę w plener lub maluję akwarelką, mam przed oczami tamtą wystawę”.