Fangor Wojciech (1922 - 2015)
Kiedy w 1962 roku Andy Warhol stworzył swój ikoniczny portret Marilyn Monroe i jego kariera zaczęła nabierać błyskawicznego tempa, mały salon-pracownia, w którym wykonywał dotychczas swoje sitodruki, przestał już mu wystarczać. By sprostać tempu pracy, zatrudnił żwawego, młodego asystenta, Gerarda Malangę i wynajął duży loft pod adresem 231 East 47th Street. Nowa przestrzeń miała pełnić funkcję zarówno domu, jak i studia, a artysta w końcu mógł zacząć rozwijać swoją koncepcję sztuki masowej.
„Andy uwielbiał wszelkiego rodzaju maszyny i gadżety, wykorzystywał nowinki techniczne i nowe technologie, używał magnetofonów, kaset, polaroidu, termofaksu, ale w swoich eksperymentach, służących do wykonania obrazu skupiał się przede wszystkim na fotografii i sitodruku. Był to efekt jego uwielbienia dla maszyny, bo technika druku sitowego była bardzo podobna do obsługiwania maszyny. Andy tłumaczył, że sitodruk to najprostszy sposób tworzenia obrazu. Jak na ironię, technika ta wymagała pracy ręcznej”
– opisywał Gerard Malanga (cyt. za: Bockris V., Andy Warhol. Życie i śmierć, Wyd. W.A.B., Warszawa 2005, s. 193-194).
Wkrótce w nowej, wielkiej pracowni zaroiło się od licznych pomagierów i przyjaciół – artystów, poetów, studentów i filmowców – którzy wspólnie kreowali wspierające się i wzajemnie inspirujące środowisko młodych twórców. Razem angażowali się w procesy powstawania dzieł Warhola, realizowali różnego rodzaju dziwne happeningi i eksperymentalne filmy wideo, a na koniec – także ostro imprezowali. Studio okrzyknięto nazwą „Factory” (Fabryka), od wcześniejszej funkcji budynku, a całe wnętrze – ściany, sufity, podłogi, meble – pomalowano srebrną farbą i pokryto błyszczącą folią aluminiową, wyczarowując niepowtarzalny, kosmiczny klimat. Miejsce otrzymało swojego menadżera i stało się kultowym przybytkiem na mapie Nowego Jorku, łączącym sztukę, pop-kulturę i zabawę.
Dla tradycyjnych artystów, Warhol stał się zagrożeniem. Krytykowano jego związki z reklamą oraz dziwaczny wygląd, zarzucano, że jego prace nie mają nic wspólnego z malarstwem, pędzlem i paletą, i są „produkowane masowo”. Andy jednak nie przejmował się tymi opiniami, wręcz nawet je prowokował. Mówił, że każdy mógłby namalować to co on. Ośmieszał Amerykanów, proponując dzieła ukazujące kwintesencję ich kultury i stylu życia – puszki zupy pomidorowej, portrety gwiazd Hollywood, wypadki samochodowe, butelki coca-coli, samobójstwa, banknoty dolarowe. Wyciągał obrazy z ich kontekstów, pozostawiając czystą prawdę.
„Tym co niezależnie od środków wyrazu łączyło prace Andy’ego Warhola, było absolutne panowanie nad własną wrażliwością – tyle sentymentalną, co twardą, dziecinną i kupiecką, niewinną i pozerską, jak cała nasza kultura”
– pisał Henry Geldzaher (cyt. za: Bockris V., dz. cyt., s. 202).
Artysta wybierał elementy z codzienności, przedstawiając je w sposób niezaangażowany, z dystansem, na chłodno. Błyskotliwie obnażał w ten sposób powszechny problem masowego przekazu: ludzie patrzą i nic ich to nie obchodzi, widzą znany produkt, twarz, śmierć anonimowej osoby i jest to dla nich tylko kolejny kolorowy obrazek. Krytyczna postawa Warhola stała się sensacją i zrewolucjonizowała sztukę nowoczesną. Jednak być może przesłanie jego prac jest dziś bardziej aktualne niż kiedykolwiek.