Szanowni Państwo!
Zapraszamy serdecznie 12 stycznia 2012 r. o godz. 18.00 do siedziby galerii na wernisaż wystawy "Włoski, włoski...". Prezentowane na wystawie obrazy to renovatio renesansowego malarstwa włoskiego, jednak przefiltrowane przez artystyczną wrażliwość nadającą dawnej sztuce nowy sens. Znalazły się tu inspiracje bezpośrednie formą sztuki florenckiego Quattrocenta (Sołtysiak, Berger, Marchocka), weneckiego Cinqecenta (Leszczyńska) a także nawiązania do niektórych tylko elementów owych renesansowych arcydzieł (Wielek-Mandrela, Bartak-Lisikiewicz, Murzyn). Wystawa prac polskich artystów młodego pokolenia ukazuje, że historia i kultura nowożytna, jak i jej twory wciąż mogą być interesujące i inspirujące wystarczy tylko otworzyć na nie oczy, a można dostrzec więcej niż się spodziewamy, a czasem więcej niż byśmy chcieli. Tytuł "Włoski, włoski..." jest jednak dość przewrotny – na wystawie znajdą się bowiem dzieła odwołujące się wprost do Włoskiego malarstwa renesansowego, do włoskiego krajobrazu, ale znajdziemy tu także włosy i to nie tylko renesansowe...
Wystawa połączona ze sprzedażą czynna 13-31 stycznia 2012 w godzinach 11-18.00
Oferta dostępna już wkrótce na naszej stronie internetowej.
Poniżej prezentacja artystów biorących udział w wystawie:
DOROTA BERGER
Miejsca niedostępne
„Zamysł od jakiego zaczyna się obraz przynosi często nieoczekiwany efekt i nastrój, o jaki bym siebie nie podejrzewała w moim codziennym zabieganiu. Wydzielam sobie czas na malowanie... Jest w moim malowaniu chęć wymalowania spokoju, tajemnicy, chęć zatrzymania dziecięcego świata bajek... i pragnienie, żeby to , co maluję, stało się dla kogoś oknem w ścianie”.
Dorota Berger
Dorota Berger w roku 1999 uzyskała dyplom na wydziale malarstwa w warszawskiej ASP. Tworzy niezwykle harmonijne, tchnące atmosferą ciszy i spokoju syntetyczne ale nie schematyczne krajobrazy inspirowane włoskim Quattrocentem, dziełami mistrzów Antonella da Messina, Giovanniego di Paolo, Sasettę, Paola Uccella. Artystka kocha najbardziej „drobniutkich” – jak o nich mówi sieneńskich malarzy, tych często anonimowych mistrzów jednego obrazu, które odnajdujemy w kościołach Toskanii. To od nich „pożycza” często jakiś element kreując wokół niego nowy, fantastyczny, zaklęty świat o jakiejś dziwnej ale przyjaznej widzowi atmosferze. Malarstwo Doroty Berger to wyprawa do odległego świata sztuki dawnej, do jej miejsc tajemniczych i trudnodostępnych, do pustelni... Ale to także wspomnienie z rzeczywistych podróży, wspomnienie włoskich ogrodów, leśnych polan i cichych bezdroży gdzie zieleń stapia się w jedność z błękitem, gdzie człowiek staje się prawdziwie częścią natury, gdzie odzyskuje spokój. Prezentowane na wystawie Las inspirowany Polowaniem w Lesie pędzla Paola Uccella przenosi nas w tę atmosferę dziwnej, spokojnej samotności... z tłumu postaci na obrazie renesansowego mistrza pozostał tylko jeden jeździec i dwa harty – jakby zagubieni w leśnej gęstwinie, nie gonią zwierzyny, spokojni... przechadzają się kontemplując ciszę. Podobnie Pole to echo fragmentu Bitwy pod San Romano Paola Uccella – pole dalekie od wojennej pożogi, od zgiełku, szczęku broni, który niemal słyszymy patrząc na plan pierwszy dzieła renesansowego mistrza – pole spokojne i ciche, po którym przemyka zajączek. Można powiedzieć, że obrazy Doroty Berger to stop klatki, zatrzymane chwile wyjątkowego, niemal sakralnego spokoju w którym doświadczamy obecności niezwykłej tajemnicy człowieczeństwa.
Małgorzata Wrześniak
AGATA LESZCZYŃSKA
Rytualnie celebrowane
Agata Leszczyńska w 2002 roku ukończyła krakowską ASP uzyskujący dyplom na wydziale grafiki i projektowania. Cykl inspirowany weneckim malarstwem renesansowym przedstawia mało lub wcale niedoceniane fragmenty arcydzieł. Krajobraz stanowiący tło głównego tematu zostaje uprawomocniony i podniesiony do roli tytułowej. Jego fragmenty widziane jakby przez dziurkę od klucza, podglądane, odkrywane niczym jakaś zaskakująca tajemnica – cudowne ogrody, ale wyobcowane, wyjęte z kontekstu, osamotnione, swobodnie lewitujące. Reszta – ta, która w pierwotnym dziele była najistotniejsza pozostaje przykryta matową farbą. Ale dzieła renesansowe są tylko pretekstem do ukazania znacznie głębszych znaczeń. Obrazy Agaty Leszczyńskiej tchną nostalgicznym klimatem, w którym symboliczne znaczenia są jasno czytelne... To zabawa w zakrywanie i odkrywanie. Zakrywamy trochę te rzeczy, których nie lubimy i próbujemy o nich zapomnieć, a z drugiej strony w niemal obsesyjny sposób powracamy pamięcią do rzeczy przyjemnych podnosząc w pamięci ich rangę, niemal uświęcając ich istnienie. To właśnie jest trochę smutne, bo to są szczątki czegoś, co gloryfikujemy, by dobrze się poczuć. Stwarzamy sobie rytuały, powtarzamy je w nieskończoność by uporządkować czas, odnaleźć nasze miejsce, zrozumieć siebie, trzymając się jednocześnie kurczowo tego, co przeminęło, co wydaje się, że było naszym udziałem, należało do nas – choć to nie prawda. Zatem to nie zabawa formą dawnych mistrzów, nie uwielbienie dla ich dzieł ale krytyka jakiejś obłudy codzienności, naszego sposobu myślenia, postrzegania świata, tworzenia wirtualnej, symulowanej rzeczywistości ulotnych wrażeń rzeczy, które nie istniały, których istnienie sobie wmawiamy, które będąc ohydne z czasem w naszej pamięci pięknieją.
Małgorzata Wrześniak
ANNA SOŁTYSIAK
Portrety Florenckie
Anna Sołtysiak ukończyła wydział malarstwa na warszawskiej ASP. Dyplom uzyskała tworząc pracę Ciało wykluczone, w dosadny sposób posługując się mocną formą i różową barwą dotykającą problematyki postrzegania kobiecego ciała w kulturze konsumpcji. Róż jest niemal zawsze obecny jej twórczości skoncentrowanej wokół postaci ludzkiej zwłaszcza kobiecej. Projekt Portrety Florenckie powstał w lutym 2011 roku po odbyciu międzynarodowego seminarium we Florencji pod tytułem: Symboliczne znaczenie koloru różowego od XVIII w. do dziś w sztuce, kulturze i współczesnej reklamie, na którym artystka zaprezentowała między innymi autoportret inspirowany renesansowym Portretem nieznanej damy pędzla Paola Uccella z 1450 roku (który znalazł się na plakacie reklamującym niniejszą wystawę). Anna Sołtysiak w niezwykle wdzięczny sposób bawi się konwencjami dodając dawnej sztuce nowego życia przez włączenie elementów popkulturowych jak różowa guma balonowa. Efekt jest zaskakujący i przyjemny wizualnie. Portrety Florenckie także są wzorowane na konkretnych dziełach renesansowych mistrzów florenckich i są to obrazy przedstawiające uczestników seminarium. Wszyscy gromadzą się wokół artystki (portrety zostały tak zakomponowane by przedstawić dwie grupy uczestników z Polski – grupę warszawską po prawej i lubelską po lewej stronie jedynego portretu w ujęciu en-face – autoportretu artystki. Florencka inspiracja została multiplikowana różnorodnymi symbolami związanymi z miastem – to często elementy zaczerpnięte z innych florenckich arcydzieł, które w portretach uzyskały zupełnie nowy wymiar. Gosia to Simonetta Vespucci jako Kleopatra według obrazu Piera di Cosimo z 1480 roku. Wąż jednak przywodzi na myśl tego z ogrodu rajskiego, który skusił Adama i Ewę, nie ma jednak w pysku jabłka – zakazanego owocu, symbolu grzechu pierworodnego. W jego paszczy jest maleńkie florenckie baptysterium św. Jana – jeden z „kuszących” klejnotów miasta. Simonettą pędzla Sandra Botticellego jest także Marta (pierwowzór został wzbogacony o chmurę z fresków Benozza Gozzolego z Cappella dei Magi w Palazzo Medici Ricardi) i Magda (ze zwieńczeniem kopuły Brunelleschiego jako ozdobą do włosów). Iza i Agnieszka to damy z portretów Pollaiuola. U Izy szczególnym florenckim akcentem (oprócz chmur z fresku Benozzo Gozzolego) jest zmiana barw sukni dziewczyny, które inspirowane są kolorytem marmurowej okładziny florenckich świątyń. Agnieszka zaś ma kolczyk z portretu Eleonory z Toledo pędzla Bronzina. Julii w delikatnych odcieniach różu dodano różę z Narodzin Wenus Botticellego. Najbardziej nowoczesne są portrety Agaty i Doroty, wzbogacone o florencką lilijkę występującą jako tatuaż na szyi i uchwyt pokrywki ekspresu do kawy, który tutaj jest dekoracyjną spinką fantazyjnej fryzury. Barwna Iga została sportretowana z fragmentem Dawida Michała Anioła. A wszystkie są nowoczesne, wszystkie muśnięte różem, który to dodaje słodyczy, to zaostrza rysy – różem, który zaburza wzbogacając koncepcję o nowy, pop-kulturowy detal.
Małgorzata Wrześniak
MAŁGORZATA WIELEK-MANDRELA
Włosy
„Chodziło mi wyłącznie o włosy, szukam jakiejś niemożliwej fryzury, nierealnie wijących się włosów. Zwykle ubieram swoje nie-postacie w jakieś archaiczne wdzianka... właściwie ich tam nie ma – postaci... są tylko włosy. Pierwotnie chciałam pozbyć się twarzy, włosy stały się rodzajem maski, takie szamańskie klimaty, do tego tatuaż”.
Małgorzata Wielek-Mandrela
Małgorzata Wielek-Mandrela w roku 2002 ukończyła z wyróżnieniem wydział malarstwa krakowskiej ASP, w 2009 na tej samej uczelni uzyskała tytuł doktora.
Cykl Włosy powstający od 2009 roku to zabawa formą mniej lub bardziej skomplikowanej fryzury, która na obrazach Małgorzaty Wielek-Mandreli zaczyna „żyć własnym życiem” rozpełzając się różnych kierunkach, rozrastając się i pochłaniając swoich modeli, zakrywając całkowicie ich nieistniejące twarze. Włosy są zasadniczym tematem tych portretów bez osoby. Dwa z prezentowanych dzieł nawiązują do florenckich dzieł Sandra Botticellego Narodziny Wenus i portretu florenckiej piękności Simonetty Vespucci. Ale nawiązanie jest tylko formalne, artystkę interesują jedynie włosy. To zainteresowanie przywodzi na myśl słowa Leone Battisty Albertiego, pod którego wpływem powstały dzieła, które zainteresowały artystkę: „Pięknie przecież wyglądają na obrazach włosy, grzywy, gałęzie drzew, listowie, szaty przedstawione w ruchu. Jestem nawet zdania, że włosy mogą poruszać się na siedem sposobów: albo wiją się ułożone w węzeł, albo rozsypują się w powietrzu jak płomienie, albo wysuwają się spod drugiej warstwy włosów, albo unoszą się w różne strony; takie też mogą być różne wygięcia i zakrzywienia gałęzi: niech się unoszą łukiem ku górze, tworzą sploty, albo niech się wiją jak lina. (…) Lecz wciąż przypominam, niechże te wszystkie ruchy będą umiarkowane i łagodne, niech zwracają uwagę raczej swym wdziękiem aniżeli budzą podziw dla wysiłku”. Warto jeszcze zauważyć, że te „niepostaci” jak je nazywa artystka odziane są w zwiewne szatki, delikatne koszulki, falbanki z Zosinej szafy z „Pana Tadeusza”, czy panienek z dobrego domu na pensji w „Ślubach panieńskich” – podkreślają z jednej strony niewinność i ulotność tej nieistniejącej osoby. Ale nie jest to jedynie sielankowa wizja, pod włosami kryje się bowiem ktoś, kogo się nie spodziewamy, niekoniecznie niewinny – wskazują na to demoniczne niekiedy tatuaże... Atmosferę grozy potęgują powstałe podczas malowania zacieki z farby.
Zupełnie nie wiemy kogo skrywają te florenckie Zosie ale atmosfera tych obrazów jest niezwykle pociągająca.
Małgorzata Wrześniak
ALEKSANDRA MARCHOCKA
Wenus
„Inspiruje mnie też świat dziecięcy ale brutalny, mity i baśnie… I oczywiście miłość oraz akt fizyczny, który jest jej spełnieniem. Kocham kontrasty jak słodki i straszny, dziecko i dorosły, delikatny i brutalny. One zazwyczaj wprowadzają do historii element zabawny. Dzięki temu ilustracje są bardziej groteskowe i perwersyjne. Dodając elementy zaskakujące czy niepotrzebne lubię przedstawiać absurd. W ten sposób osiągam dystans do swoich projektów”. Aleksandra Marchocka
Aleksandra Marchocka w 2009 roku ukończyła studia na kierunku grafika w Europejskiej Akademii Sztuk w Warszawie.
Aleksandra Marchocka posługuje się techniką grafiki komputerowej tworząc prace w konwencji estetyki cuteness. Jej prace utrzymane w odcieniach szarości i różu ukazują magiczny i drapieżny przypominający stylistyką japońską mangę, świat wypełniony demonicznymi kobietami, uosabiającymi zło kreaturami, które silnie kontrastują ze „słodką stroną mocy” wyrażaną różową barwą, słodkimi króliczkami, kucykami, motylkami. Artystka w swoich realizacjach dodaje do estetyki cuteness jeszcze jedno nowe znaczenie – słodki obrazek króliczka jest jednocześnie niepokojący – przepojony atmosferą grozy przypominającej niekiedy o śmierci. Donut Bunny – różowy króliczek śpiący słodko na pączku – jest sielanką jedynie z pozoru, w słodkim różowym lukrze tkwią bowiem maleńkie trupie czaszki. Aleksandra mówi o swoich króliczkach: „są piękne i nieziemskie jakby pochodziły ze świata baśni. Ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest w nich coś dziwnego i szalonego ukrytego za tymi słodkimi oczkami”. Wenus inspirowana obrazem Botticellego odpowiada właśnie tej estetyce erotyzmu. Różowa tonacja w jakiej utrzymana jest grafika kreuje atmosferę słodyczy zburzoną jedynie przez oplatającą nogi Wenus ogromną ośmiornicą. To Wenus na wskroś współczesna – nie ma w niej nic z subtelności Venus pudlica Botticellego – to ciemnowłosa, drapieżna sex-bomba, produkt pop-kultury w typie Barbie. A jednak ciekawy i intrygujący jest ten współczesny dialog z dawną sztuką. Podczas gdy dawna Wenus zasłania wstydliwie łono – Wenus Aleksandry Marchockiej podtrzymuje dłonią różowe kółko-króliczka, dziecięcą zabawkę do pływania – ale nie jest przez to wcale infantylna, jest świadomą swoich walorów, wytatuowaną boginią miłości zmysłowej. Urok tej grafiki polega na absurdalności przedstawienia dorosłej, pozującej nago kobiety (ślady po opalaczu!) z różowym króliczkiem – plastykowym kółkiem, niebezpieczną ośmiornicą, okularami w serduszka, ociekającym... (no właśnie czym?) słońcem.
Małgorzata Wrześniak
AGNIESZKA BARTAK-LISIKIEWICZ
ŁUKASZ MURZYN
De Profundis
Agnieszka Bartak-Lisikiewicz w 2007 roku ukończyła wydział malarstwa w krakowskiej ASP.
Łukasz Murzyn dyplom uzyskał w 2007 roku na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie w I Pracowni Interdyscyplinarnej prof. Zbigniewa Bajka.
Wideoinstalacja czy raczej fresk wideo autorstwa Agnieszki Bartak-Lisikiewicz i Łukasza Murzyna jest nową wizualizacją okulusa - arcydzieła perspektywy da sotto in sù pędzla Andrei Mantegni wykonanego w Camera degli Sposi w Palazzo Ducale w Mantui około roku 1465-74. Fresk renesansowego mistrza pokrywający płaską przestrzeń sufitu za sprawą idealnie rozrysowanej perspektywy linearnej w ujęciu z dołu ku górze stwarzał iluzję przestrzeni otwierającej się na kolejną, nieistniejącą kondygnację pałacu, z wysokości której na spoglądaj na widza różne postaci. Ale okulus Mantegni w dalszej perspektywie otwiera się także na błękitne niebo, do niego należą przechadzające się wychylające się zza balustrady przechadzające się po niej małe aniołki. Do tej idei odwołuje się fresk wideo De Profundis tandemu Bartak-Lisikiewicz – Murzyn. Oto przed naszymi oczami otwiera się niebo a z jego głębi wyłaniają się różne obrazy – to wcześniejsze prace artystów dotyczące duchowej sfery człowieka i dotykające sacrum. W kontekście niebiańskiej symboliki nabierają jeszcze głębszej treści.
Słodki, różowy lukier Agnieszki – obraz powierzchowności, obrazy z przeszłości zaklęte w cyklu Pamięć – te strzępy wspomnień o ludziach, których już nie ma, namacalny dowód przemijania, Całuny – ślady ziemskiej obecności, błękit nieba z Adwentów Łukasza – obraz radosnego oczekiwania na narodziny syna i Maria – Niepokalana Boża Rodzicielka... A wszystko w niebiosach, bo jest odpowiedź na wszystko, tam wszystko nabiera sensu, tam Bóg i Człowiek spotykają się twarzą w twarz. Z duchowej głębokości wszystko się wyłania i wszystko do niej powraca...
Małgorzata Wrześniak